• Wpisów:604
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 10:59
  • Licznik odwiedzin:17 220 / 3612 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kochani!!
Bardzo wielka prośba ;P
To zajmie wam minutkę a mi uratuje tyłek i pozwoli się obronić ;P
Proszę o wypełnienie ankiety w na rzecz badań do pracy magisterskiej. Będę bardzo wdzięczna, ponieważ czas mnie bardzo, ale to bardzo goni ;P

https://www.ankietka.pl/ankieta/278265/rozwiazywanie-problemow-w-firmie.html


Dziękuję z całego serca! ;P
 

 
Przyjechał rano i wieczorem też. Widocznie mu się jednak spodobało. Całkiem przyjemny to był czas. Przed południem pomagał mi lepić pierogi, a wieczorem je jeść. Dla spróbowania czy aby na pewno w wigilię będę miała co jeść skoro ma to być jedyne danie. Fajnym było to, że wieczorem chciał koniecznie jechać na chwilę na rynek. Pojechaliśmy tam tylko po to by puścić lampion i pomyśleć życzenie. Fantastyczne to było. On jest fantastyczny.
-Jakie miałaś życzenie?
-Jak powiem to się nie spełni.
-Nie musisz mówić i tak wiem. No już cię pocałuję. Mogłaś poprosić a nie marnujesz życzenie.
- Wcale o to nie prosiłam…
-Nie? Ale i tak cię pocałuję…

Został na noc. Chyba nie zawiódł moich oczekiwań. Z rana skrytykował moje pierogi, aby mnie podkurwić.. i stwierdził, że chyba musi przynieść mi trochę jedzenia z domu, abym zobaczyła jak smakuje coś jadalnego. Ciśnienie podskoczyło mi momentalnie z czego nie mógł powstrzymać śmiechu. Zastrzegł sobie, że już nigdy nie skusi się na nocleg u mnie bo jestem jak Fiona. Za dnia księżniczka a nocą chrapię jak potwór. I, że generalnie to nie muszę go wyrzucać z mieszkania, bo on sam wyjdzie.

Byłam w szoku.
Za kilka godzin napisał wiadomość
„Przemyślałem to. Jestem w stanie się poświęcić, jakbyś chciała to powtórzyć.”
Nie odbierałam, kiedy kilka razy dzwonił. Wieczorem naprawdę przyjechał z jedzeniem.
- Powiedziałem mamie, że to dla bezdomnych..
- Czy ja wyglądam na bezdomną? Podziękuj mamie i sam to wszystko zjedz.
- Sam będę bezdomnym jak wrócę z tym jedzeniem i powiem jak narozrabiałem. Chyba tego nie chcesz?
- Chce.
- Więc mam powiedzieć mamie, że jakiś czas temu poznałem pewną blondynkę o pięknym uśmiechu, kiedy raczy się w ogóle uśmiechnąć, o której myślę częściej niżbym chciał, która zaczarowała dla mnie Wrocław pewnego dnia a ja wczoraj uwiodłem ją, upiłem i wykorzystałem. Następnie powiedziałem jej, że jest nocnym potworem, który w dodatku nie umie gotować?
- Niesamowite. Chyba już musisz sobie iść.
- Seria smsów:
„puk, puk”
„otwórz ;P”
„Przez ciebie jestem bezdomny. Przygarniesz mnie?”
„Nie zamykaj przede mną tej furtki..”
„Jedzenie nadal tam jest. Przynajmniej tak mi się wydaje
„Wesołych świąt, smacznego i pamiętaj, że kto się czubi ten się lubi ;*”

 

 
Przyjechał.
Chciał się zobaczyć. Wypytywał o święta, jak je spędzam. Zdziwił się, że nie mam planów. Że spędzę je sama w mieszkaniu.. żadnej tradycyjnej wigilii, tylko ja i pierogi i przegląd kolęd na Polsacie. Może wpadnie Kuba, podzielimy się opłatkiem, by chociaż te święta, miały minimalny charakter świąt. Zaprosiłam go do siebie. Wiola już pojechała do rodziców. Namawiała mnie bym jechała z nią, ale nie jestem w nastroju do świętowania.
Moje mieszkanie wygląda jak każdego innego dnia w roku.
Żadnej choinki,
Żadnych światełek,
Żadnego zapachu pierników, ciast…
Nic. Ten pustostan odzwierciedla obecnie moje samopoczucie.
Siedzieliśmy w mojej sypialni a on mówił o świętach w swoim domu. Kawa w jego towarzystwie smakuje o wiele lepiej. Lubię słuchać jak opowiada o swojej rodzinie. Tak jakby otaczała go aura miłości z każdej ze stron a wszystko zawsze kończyło się happy endem. Dziś nie było koszuli, marynarki i żadnych eleganckich gadżetów. Najzwyklejsza biała koszulka… a mimo to nie mogłam oderwać od niego wzroku nie myśląc o głupich rzeczach. Ciągle mam ją przed oczami. To niesprawiedliwe wyglądać tak seksualnie, zbytnio się nie starając.
- Troszkę o tobie myślałem ostatnio. Tak naprawdę w tamten weekend miałem ciche nadzieje, że nasz wypad do Wrocławia skończy się trochę inaczej. Mówię to, bo szanuję Cię i chciałbym byś wiedziała na czym świat stoi…
- Jak bardzo inaczej? Jesteś rozczarowany?
- Rozczarowany? Nie, absolutnie. Po prostu miałem ochotę spędzić z tobą całą noc, wino, te sprawy. Może nawet zjeść śniadanie..
- Więc czemu mnie odwiozłeś?
-Myślę, że znasz odpowiedź na to pytanie. Nie spodziewałem się, że bije od ciebie taki smutek, bo przydarzyło ci się coś aż tak strasznego. Wiesz, seks na poprawę samopoczucia jest ok., ale w tym wypadku byłbym skończonym hujem gdybym cię wykorzystał. Na rany tego typu najlepszym lekarstwem jest chyba czas. Ciężko mi się w ogóle o tym mówi, więc nie wyobrażam sobie jak ty się możesz czuć z tym wszystkim.

A więc on też. Teraz rozmyślam tylko o tym. To straszne myśleć tak rzeczowo o człowieku. Jak by był jakimś przedmiotem a to przecież naprawdę fajny facet.
Co nie zmienia faktu.. , że on też. ;P

- Zbieram się, bo coraz trudniej wyjść. Wpadnę jutro na twoje pierogi, dobra?
-No jak się, nie boisz zatrucia pokarmowego. Marna ze mnie kucharka.
-No ocenię, ocenię. To widzimy się jutro, tak?
-Ok. O której?
- A z rana… a jak mi się spodoba to i z wieczora ;P
- To może od razu łóżko ci rozbiorę?
- Bujaj się maleńka ;P


Uwielbiam go.

 

 
Kuba tłumaczy mi, że jest na mnie zły z powodu mojego ostatniego napadu histerii zmieszanego z alkoholem. Znaczy chodzi mu o to, że nie zadzwoniłam by przyjechał. Chciałam. Bardzo chciałam. To w sumie wygodne by lęk przed samotnością zastąpić alkoholem i drugim 36.6, który będzie cię pocieszać. Lecz to nie jest rozwiązanie. Super, że jeden telefon i on jest. Fajnie, że usiądzie, ja się wypłaczę, on wysłucha, trochę da kopa by się ogarnąć, przytuli, uśpi…
Tak naprawdę zły jest o Oliviera. Znaczy o to, że nie znając go praktycznie wcale, wsiadam z nim do samochodu i jadę nie wiadomo gdzie. Wiola mu powiedziała i teraz wysłuchuje tylko. Kto to, skąd jest, skąd go znam…
- Kubuś, przestań! Nie możesz się cieszyć z tego, że się częściej uśmiecham? To znajomy… i to czy pójdę z nim na kawę czy coś gdzieś naprawdę nie powinno tak ci zaprzątać głowy… jest ok. Zrozum.
- Wiesz jak łatwo cię teraz skrzywdzić? Boje się po prostu o ciebie.
- Nie bój się o to, że ktoś sprawia, że się uśmiecham..
-Jeszcze niedawno ci wystarczaliśmy..
- Nie zamykaj mnie w czterech ścianach. Proszę.



***
- Nie uda mi się przyjechać na ten weekend. Mam sporo nauki.
- Nikt tego od ciebie nie oczekuje.. ucz się.
- Nikt? A myślałem, że lubisz spędzać ze mną czas. Chyba znów zacznę być dla ciebie niemiły.. ;p
- To wrócimy do początków. Wielkie rzeczy..
- To bujaj się.
- A będę! Wcale mnie nie interesuje co do mnie teraz mówisz.
- Nie gwiazdorz mi tu gwiazdeczko ;P I nie mów czegoś czego nie chce słyszeć.


Lubię go.
Całkiem sympatyczny z niego człowiek.
 

 
Kochanie,
Ponad 4 miesiące…., nadal nie potrafię sobie znaleźć miejsca na ziemi. Tułam się trochę tu trochę tam, gdzie ktokolwiek chce mnie choć na chwilę przygarnąć. Nie wyobrażasz sobie jak za Tobą tęsknie. Tego nie da się opisać. Wszystko, naprawdę wszystko bym oddała za to byś mógł mnie dziś przytulić. Mój świat przestał istnieć tamtego dnia. Ja przestałam istnieć. Rozsypałam się na milion kawałków lecz ta układanka nie ma już sensu. Nie zdawałam sobie spawy, że można czuć się tam samotnym wśród ludzi… ale można. Bo tak się składa, że ludzie mają własne problemy, własne życie … a ty masz siebie… tylko siebie.. cztery ściany, papierosy, alkohol, muzykę i wspomnienia.. alkohol i wspomnienia… alkohol i wspomnienia.
Nie radzę sobie, misiu proszę…
Proszę. Wiesz o co. Proszę.
 

 
Sobota była bardzo miłym zaskoczeniem. Dzień z nim minął tak szybko, że aż przykro było wracać do codzienności. Plusem z tej całej sytuacji jest to iż mój telefon częściej dzwoni czy przypomina sygnałem o nadchodzącej „kolejnej z rzędu” wiadomości. Prawdziwy zaszczyt. Tak naprawdę cieszę się jak dziecko. A to przecież tylko kilka godzin jakie mi poświęcił. Pomyśleć, że takie fajne osoby można spotkać całkowicie przez przypadek.
Niespodzianka polegała na tym, że zabrał mnie na jarmark Bożonarodzeniowy do Wrocławia. Wrocław! Niesamowite.
- Chciałbym pokazać ci moje miasto właśnie teraz. Szkoda, że nie ma śniegu ale mimo wszystko ma to swój urok. Nie zadawaj pytań bo i tak nie uzyskasz odpowiedzi albo cię wysadzę i będziesz musiała sobie radzić sama. I pamiętaj, że jestem słowny.
- Przyjechałeś tu ponad 200 km aby zabrać mnie do Wrocławia? Gdzie tu logika?
- Tak, masz rację. To co robię jest bez sensu. Ale jedźmy już zanim to do mnie dotrze..
W czasie jazdy próbował odkryć kilka kart by mnie poznać. Pytał o „nie chłopaka” na co uzyskał odpowiedź, że to skomplikowana znajomość, dość burzliwa lecz mimo, że kiedyś faktycznie byliśmy razem to teraz się przyjaźnimy i ta przyjaźń jest obecnie dla mnie ważna.. na pytanie o powód rozstania, gdy powiedziałam, że to przez alkohol tylko przytaknął i nie wnikał dalej. Pytał o rodziców, rodzeństwo o czym nie chciałam rozmawiać i to również uszanował. Ostatnim pytaniem zakończył wywiad, kiedy szczerze odpowiedziałam na pytanie.
- Czemu jesteś wesoła, kiedy ze mną rozmawiasz a za chwilę odpływasz gdzieś, zamyślasz się i wydajesz się być tak smutna … nawet nie potrafię opisać jak to wygląda z boku lecz mimo, że prawie cię nie znam to łapie mnie to za serce…
- Byłam zaręczona od dłuższego czasu z wspaniałym człowiekiem, we wrześniu miałam zostać jego żoną, mieszkaliśmy już razem, chciałam mieć z nim dzieci…
- Zdradził cię? Zostawił?
- Tak, zostawił… kilka tygodni przed ślubem zginął w wypadku.
- Przepraszam. Już rozumiem… nie musisz mówić nic więcej. Nie powinienem … dobrze. Ten dzień miał być mile spędzony, więc uśmiechnij się.. przynajmniej spróbuj i zmieńmy temat… wiesz co mi się ostatnio przydarzyło ? Nie uwierzysz…

Sprawił mi tą spontaniczną wycieczką wiele radości. Buzia nie przestawała mi się uśmiechać. Po jednym uśmiechu dla ulicznych artystów… wszelkich przebierańców.. i tych którzy śpiewali. Przy piosenkach „Dżemu” usiadłam na ławce i zatraciłam się w przekazie.. przy innych śpiewałam z nimi lub tańczyłam do muzyki… Uśmiechy do kramów.. bo wręcz zachwycały… dla każdego znalezionego krasnala tyle radości i zachwytu. Grzane wino dla smaku… kilka uśmiechów jego do mnie.. kilka moich do niego. Uśmiechy dla choinki i dla pierników…, które udało nam się zjeść w drodze powrotnej… Nawet obiad w tych warunkach i ograniczonym menu do wszelkiego rodzaju mięs, bigosu i chleba ze smalcem był strzałem w dziesiątkę. Fajnym było to, że jak puszczali ogromne bańki mydlane to razem je łapaliśmy między dziećmi śmiejąc się w głos. Udało się nawet przelotnie złapać za ręce.
- Wiedziałem, że to dobry pomysł by cię tu zabrać..
-Bardzo mi się tu podoba, dziękuję ci… sprawiłeś mi tym wiele radości.
- Wcale nie mniej sprawiłem sobie…

Najpiękniej to było jak już się ściemniło… kiedy znikąd pojawiło się jeszcze raz tyle ludzi, kiedy zabłysnęła choinka i wszystko wokół… Światełka, wszędzie światełka… i on… i światełka. I on.
 

 
Magia Świąt...
Ciepłe kapcie, te same cztery ściany.., parapet, ciepły szlafrok, herbata z kardamonem, świąteczne piosenki, ja, on... i milion myśli. Poważne rozmowy. Pytania bez odpowiedzi. Potrzeba bliskości. Święta, Nowy Rok... 2017...

- Nie wyobrażam sobie bym wyszła z domu i jeb.. jest wypadek i jutro miałoby mnie nie być…
- Myślę, że akurat ciebie już by to najmniej obchodziło. Raczej twoi bliscy…
- No wiem… ale wyobraź sobie, że dzwonię do mojego faceta, że będę za 15 min… a nie dojeżdżam bo .. raz dwa , czyjś głupi błąd .. koniec..
- Mnie nie musisz tego mówić…
- Przepraszam. Właśnie zdałam sobie z tego sprawę…

Ciężko jest. Nie znaczy to jednak , że nie można ze mną normalnie porozmawiać.. nie przepraszając co kilka minut. Zdaję sobie sprawę, że ludzie mogą mi pomóc jeśli tylko się przed nimi otworzę. To co siedzi w mojej głowie jest naprawdę straszne . Może dlatego zamknęłam furtkę i trzymam to na uwięzi? Zabija mnie to od środka ale chyba wolę taki stan rzeczy niż wypłakać całe gorzkie żale i dać innym temat do rozmów. Ludzie są okropni.. tak długo żyli tą historią, że nie chcę osobiście dokładać kolejnych cegiełek. Lepiej udawać silną, uśmiechniętą, cieszącą się życiem…


Olivier,
Co mam z tobą zrobić..
-Odkryjesz przede mną jedną z kart? Z przeszłości.. Interesuje mnie czemu jesteś taka smutna, powściągliwa, drażliwa. Opowiedziałem ci o sobie dużo.. a o tobie nie wiem praktycznie nic. Wiem, że jestem wścibski.. ale jak byś potrzebowała jakiejś pomocy … możesz ze mną porozmawiać. Wiem, że jestem dupek, często złośliwy i wredny ale tak naprawdę mam dobre serce i potrafię być miły- naprawdę ;P
- To skomplikowane. Nie wnikaj.
- Wniknę Może masz Asiu ochotę się ze mną zobaczyć w weekend np. sobota będę w mieście??
- Chyba nie mam.
- No miej ;P
-Sobota.. jak dobrze, że akurat nie mam innych planów..
- Możesz mi poświęcić cały dzień?
- Cały dzień? Szaleństwo wygrać tyle czasu w twoim towarzystwie. A tak serio?
- Serio to cały dzień. Daje ci niepowtarzalną okazję odkryć kilka kart … a tak naprawdę mam pewne plany, które „być może” sprawią ci przyjemność? Zamierzam odpocząć.. trochę psychiczne od uczelni.. i jeśli ty masz ochotę odpocząć od swoich spraw to miło mi będzie jak mi potowarzyszysz.
- Poważna propozycja.
- Ile kosztuje tych kilkanaście godzin twojego czasu?
-Oj bardzo drogo. Kilka gram twojego uśmiechu..
-Sprawdzę dostępność. Zadzwonię w piątek o 20:17. Czekaj.

 

 
Kochanie..
Brakuje mi Ciebie...
...
Przytul mnie.
Proszę.
 

 
Rozmowy z przyjaciółmi są najtrudniejsze. Nikt nas nie zna tak dobrze. I nikomu innemu nie pozwalamy się tak naprawdę poznać. Nie wiedziałam, że jest we mnie tyle złości. Ale jest. Wystarczy mały szczegół, który będzie nie tak. Jeden jedyny. Boje się tego co we mnie siedzi. Dziś już zabrakło mi sił… byłam bardzo spóźniona do pracy z pewnych przyczyn. Usiadłam jak co dzień przed toaletką by zrobić makijaż.. zrobiłam automatycznie .. kilka szybkich ruchów. A potem spojrzałam na jego zdjęcie. To samo wyszło. Już dawno nie płakałam tak spazmatycznie. Wręcz się zanosiłam.. Czemu go nie ma jak tak bardzo go potrzebuje?

-To się powtarza skarbie. Słyszysz mnie? Nie mam sił udawać silnej kiedy w środku cała jestem z potrzaskanych elementów, których nie mam siły poskładać. Nawet nie mam motywacji.. nie mam chęci do niczego. Naprawdę. Najchętniej bym przespała całe dnie, resztę życia. I tak albo nie mogę spać.. albo nie mogę się obudzić. Jak ten czas goni.. nie mam cię już prawie 4 miesiące. Kiedyś kilka dni i świrowałam.. Nic dziwnego że mi odbija. Najbardziej na świecie pragnęłam być twoją żoną. Teraz wiem, że nie można niczego pragnąć zbyt mocno. Spadł śnieg wiesz? Wiem, że byłbyś szczęśliwy. Potrzebuje cię. Opiekuj się mną. Nie pozwól mi robić głupich rzeczy. Wiesz, że nie ma dnia w którym bym nie myślała o scenariuszu, gdy to ja ginę w wypadku… a nie ty. Albo że umieramy razem. To jest straszne. Nie samo myślenie.. straszne jest to że nie czuje wtedy strachu, smutku.. niczego. Chciałabym z kimś o tym porozmawiać. Lecz nikt tak naprawdę nie chce otworzyć się na mój ból i strach. Mam dość głupich rad. Chcę by ktoś po prostu mnie wysłuchał. Chcę by ktoś mnie przytulił bezinteresownie. Juto msza… do usłyszenia.

Uspokoiłam się, i wyszłam z mieszkania jak gdyby nigdy nic. Dużo ze mną przeżyli i razem ze mną walczą z moimi demonami.. Nie ma potrzeby dokładać im zmartwień. Przecież tak dobrze gram w życie!

 

 

- Cześć Joanno.. będę jutro w mieście..., Co powiesz może nawet na kolację w moim towarzystwie, nie tylko kawę?
- Hej..., Tydzień czasu nawet słowem się nie odezwiesz a teraz pytasz o "nawet kolację"?
- Zejdź na ziemię .. myślisz, że ja nie mam własnego życia?
- Każdy ma.. lecz nic nie daje ci prawa do bycia niemiłym ... nawet mnie nie znasz..
- Ale chciałbym poznać..
- Czemu?
- Trudne pytanie..
- Więc było odpowiednie.
- Spotkaj się ze mną. Jeśli uznasz, że nie masz ochoty mnie dalej poznawać to skasuje twój numer i więcej nie będę cię niepokoił..
- Ok…. w sumie nie chce mi się siedzieć w domu więc zmarnuję z tobą trochę czasu, niech będzie.. ;P
- O nie.. bujaj się.

I się rozłączył.

Spotkaliśmy się.
Jak on obłędnie wyglądał…
Koszula, Marynarka, Zarost, Oczy….
Wysoki, Szczupły, Uśmiechnięty… Pewny siebie..
Jeśli milion dolarów miałoby jakoś wyglądać to chyba właśnie je znalazłam…
Kolacja była strzałem w dziesiątkę. Bardzo dawno mi się tak dobrze z kimś nie rozmawiało. Już dawno się tak nie uśmiałam mimo, że Olivier ma naprawdę bardzo specyficzne podejście do świata. Jest jedną wielką sprzecznością. Kto mu dał prawo chodzić po ziemi i mieszać ludziom w głowie. Albo kto dał mu prawo się tak pięknie uśmiechać?
Jest bardzo fajnym człowiekiem. Intrygującym .. ;P
Na co dzień studiuje we Wrocławiu Prawo. Wydaje mi się, że jest człowiekiem z którym można konie kraść … ale nie wchodzić w drogę. Sam o sobie mówi, że jest trudnym człowiekiem i jeśli można w ogóle mówić o pozytywach jego ciężkiego charakteru to cechuje go wierność. Wierność w każdym aspekcie do osób, których kocha i lubi. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Jedyny czynnik który może go złamać a tak to twardo stąpa po ziemi. Podoba mi się to z jaką radością w oczach opowiada o rodzicach czy rodzeństwie. Nawet to jak mówił o tym czemu nie ma nikogo przemawiało do serca.
- Nie chodzi mi o znalezienie kobiety, która będzie na mnie codziennie czekała z ciepłym obiadem bo ja nie mam na to czasu. Nie zamierzam nikogo przepraszać za to, że po raz kolejny wróciłem za późno, ponieważ zatraciłem się w tym co sprawia mi przyjemność. Wiem, że będę świetnym prawnikiem bo całe życie temu poświęcam, całą pasję .. i teraz jest ten czas by dać z siebie wszystko. Nie chcę by ktoś mi zarzucił, że tato załatwił mi cokolwiek. Pomaga dużo… jestem mu wdzięczny .. i chcę by rodzice byli ze mnie dumni tak jak ja jestem dumny z nich. Byłbym tylko z kobietą, która zrozumie, że miesiąc w ciepłych kapciach a ja bym oszalał.. nie potrafię być pieskiem na czyjeś zawołanie .. raczej jestem jak kot, który chodzi własnymi drogami.. i takiej też kobiety szukam. Kobiety, która usiądzie ze mną przy śniadaniu i opowie o swoich pasjach, poglądach i planach. Chcę znaleźć kobietę z klasą, która nie boi się własnego zdania i ma swój własny świat. Owszem chcę w tym jej świecie być najważniejszą osobą lecz nie zniósłbym gdyby jedno drugie miało w jakiś sposób hamować. Moja wina, że imponują mi silne kobiety? Tylko dla takiej osoby chciałoby mi się wracać do domu.. czy to aż tak dużo?

Mniej więcej tak wyglądała ta wypowiedź.. ponieważ kiedy on do mnie mówi i patrzy się prosto w oczy.. nie potrafię się całkowicie skupić.
- Więc czemu chciałeś mnie poznać?
- Chyba tylko po to by nie siedzieć dziś w domu. Mało o sobie mówisz.. kim jest nie chłopak?
- Przyjacielem..
- A kim jestem ja?
- Nieznajomym ?
- Jeszcze będą z ciebie ludzie. Chcesz się zobaczyć jeszcze kiedyś bo trochę mnie już dziś czas goni… ?
- Możliwe. Jeżeli ty chcesz zmarnować dla mnie jeszcze więcej czasu to czemu nie?
- Ja nigdy nie marnuje czasu. Wiec nie mów tak bo ci uwierzę….





 

 


Nie zadzwoniłam. Napisałam. Jestem mistrzem w robieniu z siebie idiotki.

- Czy kawa nadal aktualna? Asia.
- A może by tak cześć? Mała beksa od nie chłopaka i nie syna? Szaleństwo tyle się zastanawiać. Teraz już nie wiem czy nadal mam ochotę na kawę.
- Lepiej późno niż wcale?
- A przestałaś się mazać? Z taką zasmarkaną to nie ma opcji wyjść do ludzi.

...


Chyba się do niego nie pomyliłam. Z godzinę później zadzwonił " że w sumie może mi poświęcić trochę czasu" Niech straci. "Może tak pod koniec przyszłego tygodnia? "
- Musisz być bardzo zajęty, że nie znajdziesz godziny w ciągu dnia jakoś wcześniej?
- W sumie nie mam większych planów... Ja poczekałem to i ty możesz poczekać? Bo możesz tak?
- Już nie wiem czy chce..
- Chcesz, chcesz...


I w tym momencie nie wiem czy to głupota czy szaleństwo tak to przeżywać. Więcej nie napisałam. On też nie. Dzwonić nie zamierzam. Nawet nie wiem czy on to wszystko na poważnie.
Dziwny człowiek.
Ale jakie oczy ma piękne.
Poczekam sobie.
Ktoś tu wie lepiej czego chce...

 

 
Wiola pyta czemu chodzę taka rozkojarzona. Po dłuższym natręctwie z jej strony opowiadam jej o chłopaku z Bajkolandu…, o śnie i o swoich odczuciach względem tej sytuacji. Okropnie się czuję.. jakbym robiła coś złego a przecież to tylko myśli. Czy to bardzo źle, że patrzę na każdego faceta przez pryzmat szybkiego numerku z czystej potrzeby spełnienia? Czy to nie głupie, że wyobrażam sobie nie wiadomo co mimo, że go nie znam bądź jeśli on już dawno o mnie zapomniał? Może to typ faceta, który rozdaje swój numer co trzeciej spotkanej dziewczynie? Co Jarek sobie teraz o mnie myśli patrząc z góry? Jak ja mam się zachować? Jak żyć? Ze wszystkim sobie poradzę.. ale od kilku lat .. tak naprawdę zawsze byłam z kimś. Jak nagle nauczyć się życia w pojedynkę? To nie tak, że chcę się z kimś związać.. chcę tylko czasem się do kogoś przytulić… wyjść nawet na tą głupią kawę na miasto, to głupie. Najbardziej brakuje mi „tego typu” bliskości- nie ma sensu się oszukiwać. Boje się, że pewnego dnia zrobię to np. z Kubą… bo będzie pierwszy pod ręką. Nie chcę psuć tej „przyjaźni”. Dla mnie byłby to nic nie znaczący uczuciowo moment, po którym czułabym się jeszcze bardziej podle. Dla niego pewnie znaczyłoby to więcej.. Lepiej niech żadne z nas nie wraca do tego co było bo znów się zrobi niepotrzebny kwas. Tym bardziej, że spędzamy ze sobą naprawdę dużo czasu. Nie widzę sensu by zepsuć to co zbudowaliśmy przez przykładowe 3 min przyjemności.
- Co złego jest w wyjściu na kawę?
- Może to, że to obcy koleś przy którym nie mogę się skupić? Mam wyjść na jakąś desperatkę, która wydzwania.. hej tu Asia.. może mnie pamiętasz.. przestań..
- Ej to tylko kawa. Nie będziesz miała z nim o czym rozmawiać to podziękujesz i wyjdziesz. Żadnego końca świata z tego powodu nie będzie. A jak to ktoś interesujący? Jak cię tak kręci to spotkaj się.. zaproponuj czysty układ . Ludzie dziś nie takie rzeczy robią. To nie jest nic złego. To, że spotkało cię co spotkało nie oznacza, że już do końca życia masz żyć w celibacie. Masz go w sercu tak? Nikt ci tego nie zabierze i serio nie uważam by on by chciał byś teraz się zamknęła w czterech ścianach i omijała facetów z daleka bo broń boże rozłożysz przed nimi nogi.
- Czysty układ?
- Mhmm… kawa ze śniadaniem ;P
- Nie śmiej się ze mnie.
- Nie śmieje się, ale już mnie wkurzasz. Daj mi ten numer. Aż jestem ciekawa co to za element.
- Nie. Nie będę się wydurniać.
- Teraz to się dopiero wydurniasz. Dołóż sobie jeszcze do pieca. Masz prawdopodobnie możliwość spędzić fajny wieczór z facetem o „przeszywającym spojrzeniu” tak? A ty co? Ciepłe kapcie, jakaś nudna książka i 4 ściany.. wyjdź do ludzi, proszę cię.



Wdech i wydech..
Łatwo jej mówić.

 

 


Nie mogłam przestać rozmyślać o nim przez ostatnie dni. W każdej godzinie , w każdej minucie miałam przed oczami widok wpatrującego się we mnie chłopaka z Bajkolandu … Tak naprawdę o tym spojrzeniu myślałam najczęściej. Zaciskam uda na samą myśl, że mogłabym poznać go inaczej. Jaki on jest? Co w sobie kryje? Przeraża mnie przyjemność jaką odczuwam tylko o nim myśląc… rozmyślając o tym jak przekłada mnie przez kolano i funduje kolejnego klapsa.. za to, że tak długo nie dzwoniłam.

Zadrżałam na całym ciele na samą myśl, że jestem z nim sam na sam. Miałam na sobie krótką czarną zwiewną sukienkę. Była na tyle cienka, że podkreślała zarys każdego kawałka ciała, który skromnie przykrywała. Dlaczego założyłam wtedy cienki koronkowy biustonosz.. ? Podobało mi się to że wyglądam tak nieprzyzwoicie. Patrząc na swoje odbicie w lustrze z przyjemnością chwyciłam swoją pierś i masując wpatrywałam się w jego oczy. Zaczęłam podszczypywać sutek, aż zaczął się wyraźnie odbijać przez cienką sukienkę. Stał kilka kroków za mną i obserwował …
- Co ty wyrabiasz?
Podniecało mnie, że on na mnie patrzy. Może dlatego tak śmiało podciągnęłam sukienkę na biodra i wsunęłam palec pod majteczki…
Podszedł do mnie… delikatnie odwrócił i całując przygryzał dolną wargę…
- Chcesz się zabawić…? Chcesz bym ci to zrobił…?
Poczułam pustkę w głowie… pragnęłam tego a jednocześnie wiedziałam, że jak pozwolę mu się dotykać to przepadnę całkowicie. Nie odpowiedziałam. Pozwoliłam sobie tylko na uśmiech i maślane oczy…
W następnym momencie już brał mnie na ręce i kładł na łóżku. Bez żadnych ceregieli rozchylił mi nogi, odsunął moje stringi na bok i zanurzył twarz między moimi udami. W jednej chwili ogarnęła mnie tak intensywna fala doznań jakiej nie potrafię opisać. Jego język przesuwał się w kierunku mojej łechtaczki by potem intensywnie ją ssać.. Jego mistrzowskie palce wślizgnęły się we mnie a jeden z nich od razu odnalazł ten idealny punkt. Bez ostrzeżenia znów zalała mnie fala rozkoszy. Nie miałam pojęcia, że mogę tak szybko osiągnąć orgazm. Całował mnie tam mimo silnych dreszczy, które przeszywały całe ciało i nie skończył całować dopóki znów się nie uspokoiłam.
Znów na mnie patrzył… z tym uśmiechem ,… podał mi rękę po czym w jednej chwili przełożył mnie przez kolano, podwinął sukienkę, jedną ręką ściągnął sprawnie majteczki i otrzymałam dwa klapsy… nie za lekkie, nie za mocne. Znów poczułam znajome ciepło między nogami i tak naprawdę chciałam by w tamtym momencie całkowicie zawładnął moim ciałem. Prosiłam o kolejne…
- Chciałbym… za to co robiłaś przed lustrem. Ale muszę przerwać… nie chcę by twój tyłeczek był zbyt obolały, gdy cię wezmę.. Jesteś tak mokra…

Dźwięk budzika wyrwał mnie z tego głębokiego snu. Instynktownie moja ręka powędrowała między uda. Tak.. ten sen obudził we mnie potrzebę bliskości… Chciałabym zrozumieć co kryje się w tym mężczyźnie.. i czemu wywołuje u mnie tak silne emocje nawet nocami…
Jego numer w moim telefonie i cichy głosik w mojej głowie… „kto nie ryzykuje.., nie zyskuje”.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Na miniony weekend mama pozwoliła zabrać mi do siebie Igora. Nie mogę się napatrzeć jak to dziecko rośnie. Uwielbiam spędzać z nim czas mimo, że coraz bardziej jest do niego podobny. Jego uśmiechnięta buzia jest całkowitym odzwierciedleniem twarzy jego ojca. Kiedy dorośnie będzie z pewnością bardzo przystojnym mężczyzną…
Spędziliśmy niedzielne popołudnie Bajkolandzie. Coraz częściej Kuba znów spędza ze mną czas. Od czasu kiedy to wszystko tak się posypało nawet cieszę się z jego ciągłej obecności. Wszystko się zmieniło. Wydaje mi się, że ja również stałam się inną osobą. Pragnę zmian we wszystkich aspektach mojego życia. Ale czy teraz ktoś mi tego zabroni? Czy teraz tak naprawdę ktoś ma prawo mnie oceniać?
Kolejna nagła decyzja, którą podjęłam dotyczyła wyglądu. Z dnia na dzień zdecydowałam się obciąć moje piękne długie blond włosy. Teraz jestem inna… inna w środku, inna na zewnątrz. Jemu się to nie podoba… nawet wtedy dotykał moich włosów mówiąc, że to najgłupsza decyzja jaką podjęłam w życiu.
Jarek je uwielbiał. Nie znosił kiedy je wiązałam. Czy ktoś może mieć mi za złe, że te włosy zapuszczałam tylko dla niego? Czy ktoś ma prawo wytykać mi popełnianie błędów, kiedy chcę zacząć na nowo z pustą białą kartką ?
Znów o nim myślałam… i znów oczy same mimowolnie zalały się złami. Po raz kolejny przytulał mnie do siebie. Kuba lubi się o mnie troszczyć. Był w tym momencie najbardziej czułą osobą, jaką znam. I zdecydowanie jedyną, której teraz pozwoliłabym się dotknąć, nawet w niezobowiązujący sposób. Przez te wszystkie lata zasłużył sobie na ten przywilej. Jest kimś więcej niż przyjacielem czy powiernikiem. Czasem wydaje mi się, że mimo tylu rzeczy które nas dzielą, tak naprawdę jesteśmy zupełnie nierozłączni. Nie mam co do tego złudzeń, że znamy się już tak długo i tak intensywnie, że żadne z nas nie potrafiłoby funkcjonować w inny sposób. Bez najmniejszych wątpliwości jest obecnie najważniejszym człowiekiem w moim życiu.
Płacz Igora przerwał moją rozmową z Kubą… przewrócił się uciekając przed innym dzieckiem. Pewien chłopak, który był obok pomagał mu się podnieść tłumacząc, że nic się nie stało. Kiedy za moment byłam przy nim a on spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi piwnymi oczami to przez moment zabrakło mi tchu. Później już w żadnej chwili nie mogłam się stuprocentowo skupić nad tym co do mnie Kuba mówił. Czy to właśnie to intensywne spojrzenie wyprowadziło mnie z równowagi? Prawdopodobnie.
Obserwował mnie potem cały czas. Co chwilę łapałam się na tym, że ja też mu się przyglądam. Nie potrafię wskazać jednej cechy, która aż tak by go wyróżniała mimo, że jego uroda wydawała się bez skazy. Chodzi o jego oczy. Ich spojrzenie było przeszywające… Czułam się jakby przez samo spojrzenie mógłby dowiedzieć się o mnie wszystkiego. I towarzyszący temu lekki uśmiech.. tak jakby tylko na mnie patrząc wiedział rzeczy, o których nie miał prawa mieć pojęcia.
Przez to spojrzenie zamierałam w miejscu. Aby odsunąć myśli od mojej fascynacji tym człowiekiem zaczęłam rozmyślać i przypisywać mu całe zło świata… że z pewnością jest okropnym człowiekiem, któremu wszystko przychodzi łatwo.. , że pewnie jest arogancki i zepsuty.. Zapewnie nie cierpiał w swoim życiu ani jednego dnia, więc nie potrafi docenić niczego i nikogo.. Wnioskowałam to wszystko na podstawie jego wyglądu. Ciuchy wyglądające na drogie, telefon z wyższej półki.. – i dobrze wiedziałam jak w tamtym momencie byłam dla niego niesprawiedliwa. Jak szybko zaczęłam o nim myśleć tak szybko przestałam. Nic nie wiedziałam o tym mężczyźnie i na pewno nie mam prawa oceniać jego charakteru na podstawie tego jak wygląda tym bardziej, że jeszcze chwilę temu pocieszał mojego braciszka i pomagał mu się podnieść.
Kuba odebrał telefon i uznał, że musi się zbierać, więc w Bajkolandzie zostałam tylko z małym. Bawiąc się z nim ciągle czułam na sobie spojrzenie tego chłopaka. Tak się na tym skupiłam, że kiedy nagle znalazł się blisko mnie, znów brakło mi powietrza. Zaczęło mnie przerażać to jak silnie na niego reagowałam.
Był co najmniej o głowę ode mnie wyższy, poczułam się przy nim taka mała i po raz kolejny wytrąciło mnie to z równowagi.
- Jak ma na imię synek?
- Słucham?
- Pytam jak syn ma na imię?
- Igor.. i to mój brat, nie syn.
- A ty? Asia tak?
- Skąd…
- Po prostu słyszałem jak twój chłopak się do ciebie zwracał..
- To nie jest mój chłopak..
Po raz kolejny obserwował mnie uważnie, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Nie rozumiałam jego zainteresowania. Wszystkie moje mięśnie się spinały kiedy on tak stał, uśmiechał się i patrzył nie odrywając wzroku od moich oczu.
- Masz ochotę napić się kawy? Tu niedaleko podają całkiem pyszną.
- Musimy już iść. Przykro mi.
- Można cię gdzieś jakoś spotkać?
- Nie sądzę. Naprawdę nam się śpieszy.
- Zostawię ci swój numer gdybyś jednak miała ochotę na tą kawę. Zapisz w telefonie pod nazwą Olivier.

Jego zachowanie wybiło mnie z rytmu. Ten chłopak jest naprawdę nieprzeciętnie bezpośredni. Od dawna unikałam niezręcznych sytuacji i potrafiłam zgasić drugą osobę jeszcze zanim zadała jakieś niestosowne bądź krępujące mnie pytania. W tamtej sytuacji jednak nie potrafiłam zastosować tej taktyki. Gdy dyktował numer niemal czułam przymus by zapisać go w telefonie.
Finalnie jestem bogatsza o magiczne dziewięć cyfr i widok tych pięknych oczu, kiedy tylko o nim pomyślę. A myślę o tym mężczyźnie nieprzerwanie od kilku dni…

 

 


Od zawsze byliśmy tylko MY. Fantastyczna trójka przyjaciół, gdzie jedno za drugim poszłoby w ogień. Pełni sprzeczności lecz lgnący do siebie jak magnesy i na tej samej zasadzie odpychający się wzajemnie. Razem jesteśmy wszystkim. Razem jesteśmy siłą… I życzę każdemu choć jednej takiej osoby, która w środku nocy odbierze od ciebie telefon i przyjedzie by po prostu być, by wysłuchać, by nawrzeszczeć, przytulić i sprowadzić na ziemie. Nikt tak głośno jak oni nie krzyczą bym żyła. Nikt tak bardzo jak oni nie płaczą, gdy płaczę. I nikt tak jak oni nie potrafi sprawić, że w głos wybucham śmiechem i nie chcę przestać. Nikt inny godzinami po nocach nie stoi ze mną na cmentarzu w deszczu i chłodzie komentując, że zachowujemy się jak w horrorze. Nikt inny przy śniadaniu co rano nie pyta „Co dziś zrobimy głupiego”. I choć żadne z nas nie jest święte i denerwujemy się wzajemnie to za nic w świecie nie potrafię sobie wyobrazić, że miałoby nas nie być. Połączeni przez przypadek za wstawiennictwem sił wyższych każdego dnia z zamkniętymi oczami trzymając się za ręce każde każdego prowadzi w nieznane. Byle nie stać w miejscu, byle żyć z całych sił- mieć co wspominać, z czego się śmiać, uczyć się, doświadczać … odkrywać nieodkryte, zdobywać niezdobyte i powtarzając sobie nawzajem, gdyby przez przypadek któreś zapomniało, że nie ma na świecie nic niemożliwego. Ograniczenia są tylko w głowie. Strach jest tylko w głowie.. Powtarzaj to..
Powtarzaj to…
Powtarzaj to…
Powtarzaj.

 

 

Kuba pomaga mi w tych trudnych chwilach najlepiej jak potrafi. Wiola nie odstępuje mnie na krok. Nawet śpi ze mną w jednym łóżku. Czasem się rano budzę a ona jest tak przytulona do mnie, że aż mi ciężko.. bo on przytulał się bardzo podobnie. Już nie chodzę i nie płaczę na każdym kroku. Najgorszy był pierwszy miesiąc.. nikomu nie życzę odwoływania własnego ślubu. W większości do gości nie musiałam dzwonić, bo z prędkością światła rozeszła się informacja co się stało. Wydaje mi się, że nawet dowiedziałam się jako jedna z ostatnich, ponieważ nikt nie potrafił mi o tym powiedzieć. Najtrudniej było patrzeć na obrączki. Naprawdę piękne.. niczego tak nie pragnęłam jak ich choć raz dotknąć, lecz nie miałam odwagi poprosić. Suknia.. piękna, śnieżnobiała - jak księżniczka miałam tego dnia wystąpić..
7 dni .. czego? Oczekiwania? Bólu, bo nie możesz go zobaczyć a wiesz gdzie jest? Modlitw.. o spokój… i myśl że wszystko wybaczam. Że teraz, że tak.. 7 dni na wodzie, kawie i papierosach. Myślałam, że to niemożliwe. Wciskano mi tabletki na uspokojenie po których byłam jak dętka.. bez uczuć.. praktycznie nie reagująca na otoczenie i wszystkie bodźce. Nawet to co do mnie mówią mnie nie wzruszało. A tak nie chciałam. Chciałam czuć, chciałam tego bólu.. to było jedyne wyjście by się z tym pogodzić. Mieszkałam w jego domu jeszcze miesiąc… miesiąc praktycznie bezsennych nocy, reagowania na każdy szelest, spania przy zapalonym świetle, szukania jego obecności w najmniejszych szczegółach. Szykowanie jedzenia dla dwojga.. głośne rozmowy w jego stronę na które nikt nie odpowiadał, mnóstwo pytań bez odpowiedzi.. dom bez niego nie był domem- stał się taki obcy.
Śpię w jego piżamie do dziś dnia, jego koszula wisi w szafie między moimi ubraniami, zdjęcia w albumach, których nie mam siły otworzyć. Czasami mi się śni.. jestem wtedy taka szczęśliwa jakby ktoś podarował mi gwiazdkę z nieba. Proszę każdego dnia o jego namiastkę.. pozwala mi to po prostu trwać.
Pamiętam jeden wieczór kiedy leżałam zwinięta w kulkę i zanosiłam się płaczem w jego koszulę. Nie wiem ile czasu tak trwałam zanim znalazł mnie Kuba i kołysząc mnie kazał nawet krzyczeć, wyrzucić z siebie cały ból… a on po prostu będzie tu sobie mnie pilnował. Poprosiłam go o coś… chciałam poczuć prędkość, adrenalinę, strach, ulotność chwili.. docenić znaczenie kilku sekund, które zmieniają całe życie, wywracając je do góry nogami.
Więc zrobił to dla mnie. Przekraczał prędkość mknąc ze mną motorem przed siebie bez celu. Nie mogłam oddychać, chciałam by jechał szybciej jednocześnie chcąc się już zatrzymać. Cała byłam sprzeczności, rozdarta na pół, błądząca na oślep a każda cząsteczka mojego ciała krzyczała i wyła z bólu, którego nie potrafię ubrać w słowa. Na końcu podróży opadłam z sił… osłabienie i histeria zbierały swoje żniwa..
Kuba to komentuje, że nawet jemu się zaczęły kolana uginać, kiedy prawie przelewałam mu się przez ręce, bez sił, żadnych emocji i z pustymi oczami patrzącymi przed siebie. Nigdy więcej nie spełni mojej prośby tego typu… dopilnował tego bym opuściła ten dom, oddała klucze i w końcu stanęła na nowo na nogi. Dziękuję mu.
Z całego serca.
„2016 będzie nasz” – tak mówiłeś składając mi noworoczne życzenia. „Wszystko się zmieni”- zmieniło. Ale czym są śmieszne plany małych szarych ludzi na tym małym szarym świecie z jeszcze mniejszymi szarymi marzeniami bez wyrazu….

 

 

W pierwszych tygodniach zaczęły się plotki. Sępy żywią się takimi historiami. Usłyszałam wiele rzeczy:
- Że mi odwaliło
- Że z rozpaczy chciałam skakać z okna
- Że jadę na psychotropach a karetka co chwilę u mnie jest…
- Że on jest idiotą bo pewnie jechał bardzo szybko, pewnie pijany …
Poprosiłam Kubę i Wiolę by pojechali ze mną na weekend nad morze. Odpocząć psychicznie bo każdego z nas w jakimś stopniu dotknęła i złamała ta sytuacja. Pojechaliśmy.. Uchlaliśmy mordy wspominając go z najlepszej strony, śmiejąc się całe 3 dni, trzy beztroskie dni… wróciliśmy to ludzie dopiekli mi z drugiej strony. O ile tamte plotki wywoływały u mnie śmiech i żal dla ludzkiej głupoty tak te wywołały długotrwałe łzy.. podobno:
- Nigdy go nie kochałam i cieszę się, że nie żyje..
-Zależało mi tylko na jego kasie i domu, bo jestem z patologicznej rodziny
-Teraz pewnie wrócę bezkarnie do Kuby.. przecież tak się do niego zawsze śliniłam..
- Męża szukam , miłości szukam!
-Bardzo go demoralizowałam a on był głupkiem i zaczęło mu się wszystko dziać źle tak odkąd mnie poznał… chodzący pech.
- Żałoby nie utrzymuje, bo non stop na czarno nie chodzę
- A najgorszym moim wykroczeniem jest że nie siedzę sama w domu i mam czelność z czegoś się jeszcze cieszyć..
-„ Dobrze, że to się stało przed ślubem a nie zaraz po bo cały majątek bym zgarnęła …”

Ludzie chyba nie wiedzą jak takie coś boli. Najgorsze, że wychodzi coś takiego od najbliższej rodziny, znajomych…, którzy powinni być wsparciem a nie odgrywać rolę kata. Bo co? Mało mi życie dało w kość?
Teraz myśląc o tym wszystkim na chłodno a może lepiej powiedzieć „po oswojeniu się z nową sytuacją” i tym, że ludzie nadmiernie teraz interesują się moim życiem i poczynaniami – trochę to mniej mnie obchodzi i nawet trochę mniej dziwi. Nigdy nie pomyślałam, że będę w takiej sytuacji. Nie chce współczucia.. Wkurza mnie to. Pokazywanie na prawo i lewo jak to cierpię.
Dużo z nim rozmawiam. To mi bardzo pomaga. Przeważnie modlę się za niego i o spokój i opiekę dla mnie. O czuwanie - bym nie narobiła głupstw. To już prawie 3 miesiące odkąd go nie ma. To dużo czasu by przemyśleć wszystko … nawet za dużo czasu. Rozmyślanie i rozpamiętywanie zdarzeń, sensu wypowiedzianych zdań boli..
Potrzebuje bliskości.. idę ulicą i pożeram mężczyzn wzrokiem. Są dni, że myślę tylko o kochaniu, są noce, kiedy nie mogę spać i pragnę by ktoś tylko zamknął mnie w ramionach. Po prostu, po ludzku… Nie roszczę sobie już do niego żadnych praw tu na ziemi. Przykro mi tylko, że mieliśmy tak mało czasu.. Niczego w życiu tak bardzo nie pragnę jak stabilizacji..

 

 

Skarbie,
Kochanie,
Mężczyzno mego życia,

Kilka słów a ja momentalnie zalałam się łzami. Nie potrafię powiedzieć Ci jak to jest kiedy serce pęka ci na milion kawałków a ty padasz na kolana bo nagle twój świat przestaje istnieć. Nie potrafię opisać również uczucia, kiedy czas zatrzymuje się dla ciebie pewnego dnia o danej godzinie. Nie opowiem o tym jak płaczesz mimo, że nie masz już w sobie nawet kropli łez. Nie opiszę pustki, która wypełnia każdy kawałek twego ciała bo nagle dusza, na którą nigdy nie zwróciłeś uwagi umarła razem z osobą którą tak bardzo kochasz. Nie chcę byś wiedział jak to jest kiedy żegnasz się na zawsze… kiedy patrzysz i nie wierzysz … kiedy cierpisz ale nikt nie może ci pomóc… kiedy jesteś gdzieś, gdzie za nic w świecie nie chciałbyś być, kiedy uczestniczysz na mszy, która powinna się odbyć pół wieku później… kiedy trumna i osoba w niej zostaje pogrzebana dwa metry pod ziemią a tobie zostaje tylko zdjęcie w drewnianej ramce.
Nie opowiem ci nic z tych rzeczy. Nie dlatego, że nie znam na nie odpowiedzi. W tym momencie Ciebie to już nie dotyczy, ale wiem, że przez ten tydzień do pogrzebu cały czas tu byłeś- widziałeś co się dzieje, żegnałeś się. To niesamowite, że takie rzeczy zdarzają się ludziom tuż przed ślubem. W ogóle nie mogę pojąć całej tej sytuacji mimo że minęło tyle czasu już. I niby żyje się dalej.. I niby zawsze ktoś jest obok .. ale i tak jest ciężko. Dużo się modlę. Bardzo mi te modlitwy pomagają. Chcę byś wiedział, że już się boję mniej. Czasem nawet zasypiam bez lampki. Powiedziałam Ci ostatnio przy grobie „Jestem już duża”… Tylko przy tobie mogłam być malutka. Chwilowo nie mogę sobie pozwolić na słabości. Pogrzeby są dla żywych.. a ty trafiłeś w miejsce, gdzie nie ma bólu, smutku, żalu… i niech tak pozostanie.

Do zobaczenia
Asia.
  • awatar Kochanka Diabła: Może za głupia jestem,ale to nie Twój partner ?
  • awatar Kochanka Diabła: Może za głupia jestem,ale to nie Twój partner ?
  • awatar Gdy możesz żyć wiecznie, To po co żyjesz: Chciałabym coś napisać aby dodać Ci jakoś otuchy... Ale tak naprawdę nie wiem jakie słowa są w takim momencie właściwe. Jesteś tak strasznie śliną dziewczyną, widzę to od lat czytając twoje wpisy. Tak strasznie mi przykro :( Życzę ci jeszcze więcej siły aby przetrwać ten ciężki czas.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Zacznijmy od tego, że słonko świeciło... weekend, zaliczony ostatni egzamin. Wszystko miło, fajnie. I tu bęc! Proszę bardzo! Nie powiadomiłam mojego przyszłego męża, że Kuba przyjedzie w odwiedziny. Oczywiście sama tego wcześniej nie wiedziałam. Ale jak to tam zawsze jest.. kogoś wina musi być jak "ktoś" na siłę robi z igły widły! Otóż mój przyszły mąż, okazało się ostatnio jest chorobliwie zazdrosny. Bądź jak on to mówi "ma alergię za nas oboje".

Sesja i po sesji. Niedzielą miała wpaść Wioletta. Taki babski chillout. Jarek miał jakiś wyjazd z kolegą - giełda/ targi czegoś tam? Mniejsza. No to wpadła Wiola z samego rana, tylko nie sama. Skoro się dawno nie widzieliśmy chciała wykorzystać sytuację i zrobić mi niespodziankę zabierając Kubę. No i fajnie, dla mnie bomba. Odkąd mieszkam u Jarka widujemy się naprawdę sporadycznie. No ale nie o to poszło. O to, że się opalałam w bikini.. ( i Wiola też) czego mój wracający z wyjazdu Jaruś nie raczył zauważyć.

-Hej. Nie mówiełaś, że Kubę zapraszasz.
-Bo nie wiedziałam, że też wpadnie. Coś nie tak?
-Tak, bynajmniej to, że chodzisz praktycznie na nago.
-A to miałam się w spodniach opalać?
-Nie. Po prostu załóż coś na siebie dobra?
-Ciepło jest i zamierzam się opalać.. daj spokój Wiola przyjechała a ty mi jakieś tu pouczenia prawisz. Musisz mi popsuć ten dzień?
-Skoro wam przeszkadzam to może sobie znów gdzieś pojadę?
-A może wyjdziesz do nas? Napijesz się z Kubą piwa, pogadacie, popatrzycie jak się laski opalają ;P No już nie daj się namawiać więcej!
-Asia właśnie o to chodzi! Łazisz przy nim praktycznie na nago. No popatrz na siebie.. cycków to ci w ogóle nie zakrywa a tyłek jak byś chciała wiedzieć to też jest praktycznie na wierzchu.
-Zazdrosny?
-Nie tylko wkurza mnie to jak chodzisz a ty wyraźnie jesteś jeszcze z tego zadowolona! Nie przeszkadza mi, że on tu jest. Ok jakoś zrozumiem, że to twój kolega ale zrozum, że zachwycony nie jestem i nie będę. Możesz to dla mnie zrobić i nie świecić przed nim tyłkiem?
-No przecież ten tyłek jest tylko twój.. kotku .. wyluzujesz? To tylko bikini.. , i to tylko Kuba...
-Ok. No to inaczej mam na niego alergie ok?
-No ale ja go lubię a poza tym widuje ich już i tak wystarczająco rzadko to zrozum to, że dziś chciałam się poopalać z Wiolką i tobie też proponuję..
-Właśnie dlatego, że go lubisz mam alergie za nas dwoje.
-Już.. czyli jesteś zazdrosny.
-Tak jestem i żaden szczyl nie będzie się patrzył na tyłek mojej przyszłej żony w moim domu! Załóż te spodenki i koszulkę bo albo cię zaraz zleje albo cię najpierw przelecę w tej kuchni a dopiero potem zleje…
- Kusząco, ale przestań już mamy gości, przecież to wszystko pewnie słychać.
- No to zmykaj już, zaraz do was przyjdę. Jak będziesz grzeczna to cię zabiorę na randkę …



 

 



Hej.
Do naszego ślubu pozostało 184 dni. Mało, bardzo mało czasu. Byłam tak tym wszystkim przejęta, tak bardzo czekałam na ten dzień, że to życie tak mijało troszkę jakby obok mnie. Mam wrażenie zmarnowanego czasu. To uczucie nigdy nie było tak silne. Oczywiście nie nachodzą mnie wątpliwości- tak naprawdę nie wiem co mi jest. Bardzo dużo rzeczy mi przeszkadza. Bardzo często zauważam tą różnicę wieku. Mi się chce- jemu nie. Czy on się już przyzwyczaił do tego, że jestem?? Czy to daje mu prawo być starą zrzędą? To nie, tamto nie tak, a na co, a po co.. A czemu nie się pytam??
Przygotowania do ślubu to przekleństwo.. , zwłaszcza jak organizujesz ten ważny dla ciebie dzień z kimś kto całe życie do ślubu był nastawiony negatywnie. Jest to jeszcze trudniejsze gdy rodzice obojga ze stron mają to gdzieś. Bo kiedy widzę jak każdemu przeszkadza nasza decyzja to są takie dni, kiedy i mi się odechciewa.
Już z trzy razy będąc w centrum handlowym proszę go o to byśmy weszli i obejrzeli obrączki, tak by się rozejrzeć cenowo i znaleźć coś co będzie naszym wspólnym kompromisem. Za każdym razem słyszę NIE. NIE bo nie mamy teraz na to czasu, NIE bo on musi się nastroić na taką wizytę w sklepie, NIE bo mamy czas.
Kiedy pytam o zaproszenia. Przecież też trzeba myśleć by jakieś zamówić .. to też słyszę.. Ładne, ładne, ładne.. weźmiemy jakie chcesz. Ale ja nie chce wszystkiego wybierać, brać inicjatywy pod każdym względem. Czy o nie rozumie, że to nasz ślub, nie tylko mój. Czy nie kuma, że chociaż gram jego zainteresowania sprawił by mi przyjemność?
Tak samo z kiecką. Oglądaliśmy z Wiolką.. Ok., każda piękna w granicach 2800zł. Poszłam do krawcowej to uszyje mi za 1600zł. Bardzo podobną, jak nie taką samą… ale wspomniałam, że najbardziej, ale to tak najbardziej podobała mi się ostatnia jaką przymierzałam. To jakaś ogólne nowa kolekcja, hit nad hity… w Internecie nawet wzmianki o takim modelu.. 3500 zł. Piękna, marzenie co drugiej panny młodej jestem tego pewna. A on co? TO KUP. Jak zaczęłam się śmiać że za taką cenę na kilka godzin w życiu się obejdę to uznał, że mi da pieniądze. A jak powiedziałam że nie chce jego pieniędzy i kupię taką kieckę jaka też mi się podoba i co ważne mnie na nią stać, to się obraził.
O naszych rodzicach nie wspomnę nawet, a jego rodzina. On mi tego nie powie, ale widzę jak go nosi po co drugiej rozmowie z nimi. Śmieją się z niego, pouczają… nie jestem głupia. Czasem mi się wydaje, że to wszystko go przerasta. Albo chciałby to już i po wszystkim, albo już ma tego dość a nie potrafi mi tego powiedzieć. Najgorsze jest to, że on ze mną nie rozmawia ani o problemach ani o wątpliwościach. Jest a jakby go nie było. A najgorsze jest to, że on chce mi pieniędzmi oczy zakryć.
Jest taki dziwny, jakby zły na tą całą sytuację. Ostatnio jak próbowałam z nim porozmawiać o tej sytuacji mówiąc co mi przeszkadza to na mnie nakrzyczał, wziął piwo i poszedł oglądać telewizor. Zachowuje się okropnie a wieczorem jak gdyby nigdy nic chce się przytulić i spać. To wszystko zaczęło być takie zimne, takie byle do jutra..
A ostatnia niedziela??? Proszę bardzo wyszedł rano do kolegi i wrócił po południu w stanie upojenia alkoholowego, przespał cały dzień, w dupie miał że prosiłam by tego dnia przygotować listę gości i się rozejrzeć w tym temacie, a wieczorem? Ani me ani be.. a jak wspomniałam, że wypadało by chociaż przeprosić?? „dobra tam.. „ i najlepiej bym go przytuliła, bo on się źle czuje.

Żałuję że zgodziłam się a ten ślub. Zamiast nas zbliżać to oddala. Nie chce by mnie to wszystko zniechęciło. Jestem pewna, że kiedy ja przestanę o nas walczyć to ten związek się rozpadnie.
On odpuszcza.
Ja odpuszczę.
Wszystko zostanie odwołane.
Pozostanie 0 dni.
Jaki w tym sens?
Co się dzieje do cholery???!!!
  • awatar Kochanka Diabła: Mała!Nie poddawaj się!To tylko stres.Ogromny.Wielki.Szaleńczy.Wraz z zawarciem związku małżeńskiego zniknie i będziecie mieli się z czego śmiać. Dasz radę!!
  • awatar imprudent: facetów trzeba brać sposobem, niestety mało jest takich, którzy z własnej inicjatywy stworzą Ci ślub jak z bajki :) jeśli udało Wam się wyznaczyć termin (co też wymaga wkładu obojga) to uda Wam się z resztą :) powodzenia :)
  • awatar imprudent: hej Słońce :) nie mogę uwierzyć, masz termin ślubu tydzień po mnie :) i mnie również ostatnio wątpliwości dopadły.. chyba pogoda nie sprzyja ostatnio, może macie po prostu gorsze dni? my już mamy większość pozałatwiane zostały tylko drobniejsze rzeczy, w naszym rejonie trzeba sie spieszyc z rezerwacjami.. Wy też chyba powinniście już zacząć to ostatni dzwonek.. mój też z początku nie chciał się angażować, ale rozumiem, że estetyczne rzeczy nie są ich specjalnością.. dlatego sama wybrałam wzór i zrobiłam zaproszenia, pokazałam mu, a on się zachwycił :) wybierz kilka wzorów, które Tobie się podobają i potem mu pokaż, jak pokażesz mu wszystkie dostępne w sieci, to zgłupieje. z obrączkami mieliśmy trzy światy, bo właśnie jest tego za dużo.. wiele razy bylismy u jubilerów i przymierzalismy różne i za każdym razem podobały się inne.. więc jedna wizyta nie wystarczy chyba że macie takie same gusta.. gości również Ty spisz swoich sama i potem mu przedstaw to go trochę ruszy do działania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

- Cieszę się, że już sobie wybaczyłaś.
-Skąd możesz to wiedzieć..
-Widzę. Po prostu jesteś spokojniejsza niż rok temu. I nawet się uśmiechasz.

Pojechaliśmy na cmentarz dopiero przed wieczorem. Ludzi było mniej, a przede wszystkim nie spotkałam ani Pawła, ani matki.
Obiadokolację zjedliśmy na karczmie. Żadne z nas nie miało ochoty tego dnia stać przy garach.
-Chciałabyś mieć ze mną dzieci?
-To nie najlepszy dzień na takie rozmowy.
-Wiem ja tylko chcę byś wiedziała, że ja dużo o tym myślałem i gdybyś tylko zechciała … po prostu wiedz, że ja bym chciał..
-Zauważyłeś jak bardzo się zmieniłeś przez te 3 lata naszej znajomości? Ty który zarzekałeś się, że nigdy się nie ożenisz, na dzieci jesteś za stary i w ogóle przywykłeś do samotności i spokoju…
-No, jaki ja głupi byłem.

 

 
Oj. I mieliśmy pierwszą podobno "poważną" sprzeczkę. Ale się wkurzył i się nie odzywa. Nie wiem tylko czy serio czy się zgrywa.
Spaliłam jego piżamę- taką obrzydliwą szmatę którą zaczął znów zakładać jak się już przyzwyczaił do mojej codziennej obecności. Flanelowe coś- czy coś ;P
Ale się tego pozbyłam- a to podobno ulubiona, zasłużona była. ;P
Och, może zapomni ;P Ale nowej nie chce ;P
 

 

Często wstaje o wiele wcześniej niż ja. Zawsze mnie wtedy całuje- usta, policzek, czoło.. zależy jak akurat śpię. Czasem to nawet udaje, że śpię jeśli akurat się przebudzę. Bardzo lubię ten jego rytuał. Jutro mamy rocznicę. To już rok…
Jutro jestem w pracy do 21, to zanim wrócę zajadę po pizze i wino ;P Taka rocznica ;P



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Udało nam się wyskoczyć na urlopik i to nawet dwa razy. Z radością przyjęłam wiadomość że żniwa zagościły i u nas bo to oznaczało że góra tydzień i możemy odetchnąć na kilka dni. W tym roku udaliśmy się na Mazury na 4 dni i kolejne 4 do Łeby sentymentalnie by uczcić ten roczek razem. Ojeju. Cudownie. Kilka fotek z tych skrawków nieba ;P








 

 

Codzienne krzątanie po domu sprawia mi przyjemność. Robiłam to przecież już setki razy, ale teraz jest inaczej. Mam dla siebie cały dom. Jarek dał mi wolną rękę co do wyglądu wewnętrznego powtarzając na każdym kroku, że to teraz ”nasz” dom i mam się tu czuć dobrze. Więc pojawiły się kwiaty w kolorowych doniczkach, kuchnia nabrała kolorów. Podoba mi się, że gdy posprzątam to potrafi to uszanować a przeważnie gdy wracam do domu po tej 18 z pracy to praktycznie zawsze mam już obiad gotowy. A gdy idę na południe to co mogę to mu naszykuję do obiadu by zjadł o normalnej porze a gdy wracam to kuchnia znów jest czysta. Zawsze gdy coś robię słucham muzyki. Czasem nie usłyszę jak wchodzi do domu i mi się przygląda. Podoba mi się ten jego uśmiech na buzi i kiedy mnie przytula jak mówi „ dobrze że jesteś”. Prawdopodobnie to początkowe zauroczenie zmianą otocznia i sytuacji ale jest we mnie tyle szczęścia, że nie umiem opisać. Ostatnio zaproponował by zaprosić znajomych na grilla. Kilka osób z uczelni, Wiolę i „ jeśli chciałabyś zaprosić Kubę to ja nie mam nic przeciwko”. A więc od rana piekę ciasto , sprzątam, coś tam kroję, doprawiam. Teraz chwilka spokoju i od 18 znów na pełnych obrotach. Cieszę się bardzo, że ich znów wszystkich zobaczę. A najbardziej jestem dumna z Jarka. Za to, że jest wspaniałym człowiekiem.


 

 
Teraz kiedy już wszem i wobec wiadomo, że się wyprowadzam każdy obchodzi się ze mną jak z jajkiem. Nagle wszyscy są przyjaciółmi, wszystkie kłótnie dawno zapomniane . Każdy wzdycha że szkoda, ale że fajnie kiedy się układa i takie tam. Czasem tak słucham i nie wierze. Zdaje mi się, że to jest tak, że wszyscy cię kochają o ile nikt nie musi cię oglądać na co dzień.
Nie miałam zamiaru się z Tobą żegnać. Gdybyś nie wpadł wtedy do nas „spontanicznie”- jak powiedziałeś- a Wiola by była, nigdy bym do ciebie nie zadzwoniła. Nie było by okazji nawet pogadać. Spakowałabym się i pojechała do niego. Jak tchórz. A żal jaki w nas siedział pewnie po latach zaowocował by wzajemną nienawiścią. Uśmiechnąłeś się niepewnie. Zacząłeś rozmowę od „Ten tego. .. bo ja… znaczy.. możemy pogadać?” Tak.. może ta twoja niepewność, może trochę zagubienie sprawiło, że w ogóle dałam ci szansę na wybełkotanie kilku zdań. Takiego cię dawno nie widziałam. Zawsze jesteś cwaniakiem. Ciągle grasz. Może w tamtej chwili też. Może znasz mnie lepiej niż mi się wydawało. Wiesz jak podejść.. Tak jesteś cwaniakiem… cwaniakiem o najpiękniejszych oczach i tak samo pięknym uśmiechu. Wiem jak działasz na laski. Wiem jak działasz na mnie, ale nie pozwolę byś już kiedykolwiek grał pierwsze skrzypce.
- chcesz się przejechać, gdziekolwiek, przed siebie?
- A nie możemy pogadać tu?
- Chciałbym cię przeprosić za .. za wszystko. Ja długo nad tym myślałem i chciałbym to zrobić po swojemu, pozwól mi.
- Czy twój plan przewidywał, że zamknę ci drzwi przed nosem?
- Tak wtedy miałem plan awaryjny..


Pędzimy trasą przed siebie. Kiedyś uwielbiałam z nim tak jeździć. Podobała mi się ta bliskość. Tego dnia też mi się podobała. Zdawałam sobie sprawę że to ostatni raz kiedy spędzamy ze sobą tyle czasu sam na sam. Tak, to dobre pożegnanie. Lepsze niż kłótnia przy stole o tym kto pierwszy zawinił. Wiatr we włosach … prędkość, szaleństwo, głośny śmiech … ukradkowe spojrzenia. Jest taki jakim go poznałam. Takiego go lubię najbardziej. Brakuje mu tylko deski. Jechaliśmy i jechaliśmy… a kiedy nasza podróż bez celu dobiegła końca i zatrzymaliśmy się w jakimś mało znaczącym dla innych miejscu …..
- Nie myśl o mnie źle. Najlepszym kumplem to ja nie byłem ale wiedz że uważam że Jarek to faktycznie ktoś dla ciebie. Najwyższy czas by ci się ułożyło. Widziałem się z Elizą kilka razy ostatnio. Ona się z kimś spotyka. To ktoś na poziomie. Wystarczająco bogaty dla tej rodziny. Zdałem sobie sprawę, że zostałem sam. Każdy ma własne życie tylko nie ja. Ale może najwyższy czas i na mnie. Powiesz mi co we mnie polubiłaś kiedy się poznaliśmy? Chciałbym być taki jak kiedyś. Jakoś inaczej to wszystko wtedy było. Nie miałem nic a jednak jak bym miał wszystko. A teraz? Mam gdzie mieszkać, mam pracę .. ale nie mam się do kogo odezwać. Jak to życie potrafi z nas zadrwić…


Chciałabym napisać o tobie coś dobrego.
Ten kilka ostatnich lat mnie odmieniło. Nie zewnętrznie- choć może wyglądam trochę mniej dziecinnie – ale w środku. Czuję to i każdy kto mnie trochę zna na pewno to dostrzegł. Straciłam coś co jak sądziłam było moim jedynym sensem życia i przez długi czas byłam jak pusta skorupa. Nie próbowałam nic zmienić, utknęłam w jednym miejscu by każdy widział jak cierpię. Nie robiłam nic by zapełnić tę pustkę. A wręcz przeciwnie. Krzywdziłam słowem każdego kto był mądrzejszy. Ludzi fascynują błyskawiczne transformacje ale w życiu nic nie jest od ręki. Moja przemiana odbyła bardzo daleką i długą drogę. Nie odstępował mnie lęk i poczucie zagubienia. Ciągła złość … o tak, jaka ja byłam zła…. I byłeś ty. Potrafię sobie przypomnieć każdą spędzoną z tobą noc. To były jedyne noce kiedy bolało mniej. Byłeś początkiem i końcem wszelkich moich problemów. Teraz tak sobie myślę o tamtej mnie. „Kim była ta osoba?” I potem myślę o tym co teraz i zadaje inne pytanie „Kim się staję?”. I kiedy nadszedł ten przełomowy moment kiedy to nowa wersja zastąpiła starą mnie? To nie była tylko moja podróż. Dobrze wspominam dzień kiedy się poznaliśmy. Nasz znajomość była specyficzna. Ty zawsze chciałeś niemożliwego. Tak cię nauczyło życie. I zaraziłeś tym mnie. Fascynowało mnie twoje podejście do świata. Twoja osoba… Już wtedy jedną nogą ugrzęzłam w bagnie. Nosiłam w sobie dziecko, którego nie chciałam. Pragnęłam cię mieć przy sobie bo właśnie to było mi zabranianie. Byłeś kiedy Paweł wyjeżdżał… Pamiętam naszą pierwszą wspólną noc. Kochałeś się ze mną kiedy byłam w zaawansowanej ciąży. Czułam jak mnie pragniesz, czułam to przez kolejnych kilka lat. Jesteś dobrym człowiekiem… przekraczałam z tobą granice, śmiałam się, płakałam, cierpiałam, bałam się, przeżywałam sukcesy i porażki. Zawsze gdzieś tam byłeś. Wywarłeś na mnie wpływ. Może nawet nie przypuszczasz, że cokolwiek dobrego dla mnie zrobiłeś. Większość ludzi nie musi nic nadzwyczajnego robić wystarczy, że po prostu są, Nie raz mi pomogłeś. Byłeś najdziwniejszym przyjacielem i mężczyzną jakiego miałam i chyba najbardziej wyrozumiałym słuchaczem. Podczas tych długich zimnych nocy w deszczu na spacerach jakie dla siebie często rezerwowaliśmy padało multum słów, uczuć, krzyków i wybuchów radości. Myślę, że robiliśmy to by sobie nawzajem pomóc, chociażby słowem. Musieliśmy to robić bo inaczej znikła by nasza koncepcja pomocy. Myślę, że byliśmy swoimi lękami nawzajem. Kręciliśmy się wokół siebie, bojąc się zatrzymać to co nas łączy. Dopiero kiedy coś pękło między nami, wtedy kiedy pojawił się Jarek to błędne koło się zatrzymało. Co za ironia losu. Dopiero kiedy się zatrzymałam poszłam naprzód dalej niż zwykle.
Myślę, że to tylko kwestia czasu kiedy i ty wystrzelisz. Zatrzymałeś się- widzę to. A teraz Ci życzę kogoś kto da Ci sens na leprze jutro.

Chciałabym ci takie słowa kiedyś powiedzieć. Mieć odwagę.

-Zaczniemy na nowo? Teraz, tu?
-Jestem Kuba.., miło mi się poznać.
I śmiech. Beztroski.. jak kiedyś..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›